Translate

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 2. część 5


***
MICHAŁ

            „Coś jest nie tak” powtarzałem w myślach, jadąc przed siebie. Zacisnąłem palce na manetce. Wdowa rycząc drapieżnie pomknęła szybciej. Wjechałem w ciemność. Jedynie za moimi plecami można było dostrzec poświatę zasypiającego miasta. Zostałem sam. Gotów do stoczenia wewnętrznej bitwy.
            Wskazówka prędkościomierza zaczęła drgać nerwowo, stopniowo przesuwając się ku 200 km/h. Dwa rzędy ponurych, starych świerków po obu stronach drogi, tworzyły tunel. Kłębiące się w mojej głowie myśli zasysały mnie niczym wielka czarna dziura nie pozostawiająca po sobie nic. Pustosząca wszystko co napotka na swojej drodze. Przed oczami pojawił mi się obraz z pozoru szczęśliwych Ani i jej taty. Szczęśliwych do puki nie spojrzeli sobie w oczy. Kiedy na ułamek sekundy przestali ukrywać swoje uczucia. Kiedy pojawił się ból i strach. Coś było nie tak. Dobrze o tym wiedziałem. Tylko dlaczego nikt mi nic nie mówił.?
         Zamknąłem oczy. Tylko na chwilę zapomniałem o bestii na której jechałem. I wtedy usłyszałem przeciągły, przeszywający klakson. Otworzyłem oczy. Dwa wielkie białe punkty pędziły wprost na mnie. Kolejny przerażający dźwięk. 

Rozdział 2. część 4


Odprowadziłam Michała do bramy. Staliśmy przez chwilę wpatrując się w niebo. Księżyc był w pełni i wyglądał dziś wyjątkowo pięknie. Mama zawsze mówiła, że nie zależnie od tego w jakim miejscu na ziemi się znajdziemy, on zawsze będzie wielkości naszego kciuka. Wystarczy, że zmrużymy jedno oko i spojrzymy. Jest w nim coś niezwykłego, tajemniczego. A może po prostu jest magiczny?
            - Dziękuję za kolacje. Było pyszne jak zawsze. – Powiedział Michał cicho, uśmiechając się promiennie.
            - Ale następnym razem nie dam się tak łatwo przekupić i to ty będziesz gotował. – Rozczochrał mi starannie ułożone włosy. – Dziękuję Ci. Za to, że byłeś dzisiaj przy mnie. Nie kazałeś mi nic mówić. Po prostu byłeś...
            - Wiesz, że cie kocham, Maleńka. I zawsze choćby nie wiem co, zawsze przy tobie będę.
            Przytulił mnie i pocałował jak małą dziewczynkę w główkę. Przy nim jestem bezpieczna. I nic innego się nie liczy... Prawie nic. Bo w końcu zasłużył na to by poznać prawdę.  Otwieram usta, gotowa zdradzić swój sekret. Jednak nie potrafię. Tylko jeszcze mocniej się w niego wtulam. Muszę mu powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz... Nie tego wieczoru.
            Jedyne co potrafię z siebie wydusić to „Ja też cię kocham.” Przychodzi mi to z wielką łatwością. Jest dla mnie czymś oczywistym, naturalnym. On jest powietrzem, którym oddycham. Moją duszą. Bez niego moje życie już dawno by się skończyło.
            - Uważaj na siebie. – szepnęłam i odsunęłam się pozwalając mu wsiąść na motor.
            Odjechał.

            - Nie powiedziałaś mu, prawda? – usłyszałam zmartwiony głos taty.
            Oparty o framugę z uśmiechem na twarzy przyglądał się mi. Jak na swoje 42 lata trzymał się bardzo dobrze. Kasztanowe włosy dopiero zaczęły się przerzedzać i zmieniać kolor na siwy. A wokół dużych czekoladowych oczu, zaczęły pojawiać się pierwsze, delikatne zmarszczki. W lekkim zaroście, ubrany w jasną koszule i jeansy wyglądał poważnie ale jednocześnie przyjaźnie.
            - Naprawdę próbowałam. – Skrzywiłam się lekko, wiedząc, że tata ma racje. Nie mogę tego odwlekać w nieskończoność.
            - Musisz to zrobić sama. Jesteś mu to winna.
            Podszedł i przytulił mnie. Byłam całym jego światem i po woli wymykałam mu się z rąk. Naprawdę się o mnie bał ale nie był w stanie nic zrobić, był bezradny... To najbardziej go bolało.
            - Wiem, tato... Wiem... – westchnęłam.
            Weszliśmy do środka. Szczęśliwi. Bo należy cieszyć się chwilą obecną. Ona jest teraz, a przyszłość zawsze może się zmienić...

Rozdział 2. część 3


***
MICHAŁ
            Gdy tylko weszliśmy, chłopaki od razu rzucili się na niosącą smakołyki Anię.
Jako pierwszy odezwał się Bartek, sięgając po drugą babeczkę. Mała nigdy nie mogła się nadziwić jak 19 letniemu chłopakowi udało się zapuścić włosy na dredy do połowy pleców. Kilka krotnie próbowała je odczepić sądząc, że ją oszukuje ale nigdy jej się to nie udało. Takie fryzury nigdy jej się nie podobały, ale uważała że do jego ciemnej, blond czupryny wyjątkowo pasują. A zielone, błyszczące oczy tylko to podkreślają.
            - Czemu tak mało? – Ubolewał.
            - Było więcej ale Michaś chyba dzisiaj nic nie jadł. – Uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie.
            Chwilę później dołączył do nas Tomek. Jest mojego wzrostu. Ma bardzo ciemne, czarne, krótko obcięte włosy i kontrastujące z nimi jasnoniebieskie, lodowe oczy. Jak na studenta prawa przystało jest ubrany elegancko. Dokładnie wyprasowana biała koszula i ciemne spodnie. Na szczęście darował sobie krawat.
            Przywitał się, całując Anie w policzek, a mi podając rękę. Jedyny wychowany w tym towarzystwie.
            - Aniu, pachnie wspaniale. – Sięgnął po pierwszą babeczkę i odwrócił się do chłopaków. – Wypadałoby raczej podziękować, a nie jeszcze narzekać.
            - Dzię-ku-je-my!
            Odezwali się jednocześnie, Sebek i Bartek, przeciągając każdą sylabę niczym dzieci w przedszkolu. Pocałowali śmiejącą się Anię w policzki i powrócili do przerwanego im posiłku.
            Mała przeszła przez jasny urządzony w nowoczesnym, minimalistycznym stylu pokój i usiadła przy wielkim czarnym fortepianie. Ja wybrałem znacznie wygodniejszy szary fotel.
            - Tomuś? – Poklepała miejsce obok siebie. – Mógłbyś nam coś zagrać?
            Chłopak kiwnął lekko i uśmiechnął się. Ania leniwie przyciskała białe klawisze w oczekiwaniu na koncert.
- Nie zjedzcie wszystkiego! – Krzyknął do chłopaków i zajął miejsce przy instrumencie. - Może zechciałabyś mi towarzyszyć?
            Uśmiechnęła się delikatnie i odgarnęła zabłąkany kosmyk za ucho.
            - Nie... Może innym razem.
            Jeszcze nigdy nie słyszałem jak śpiewa. Czasami coś sobie po cichutku nuciła ale gdy tylko orientowała się, że jej słucham zawsze milkła. To nie sprawiedliwie, że on słyszał jej głos, a ja nie.
            Kiedy Tomek delikatnie muska białe klawisze, z instrumentu wydobywają się pierwsze dźwięki. Pokój wypełnia spokojna, a za razem intrygująca melodia. Wszyscy siedzimy zasłuchani. Nikt z nas nie odważy się odezwać, zakłócić tej pięknej chwili.
            Ania zdaje się być nieobecna. Podkuliła kolana pod brodę i wraz z cichutkimi dźwiękami przenosi się do całkowicie innego miejsca. Nie ma jej z nami, jest w innym, lepszym świecie. Zawsze powtarza, że instrumenty w rękach odpowiednich ludzi są zaczarowane. Każde uderzenie w strunę uwalnia magię, która dociera do osób słuchających i umożliwia to co do tej pory zdawało się być niemożliwe. Sprawiała, że ludzie stawali się wolni.
            Anka zawsze chciała grać. Kilka razy próbowała się uczyć ale nigdy nie starczało jej cierpliwości, żeby doprowadzić to do końca. Opanowała jedynie grę na flecie. Prostym, takim który jest obowiązkowy do zaliczenia na lekcjach muzyki w podstawówce.
            Kiedy melodia, grana przez Tomka powoli się kończyła zauważyłem spływającą, zagubioną na jej policzku łzę, którą bardzo szybko starła.
            - Dziękuję. – Szepnęła cichutko.
***