***
MICHAŁ
Gdy tylko weszliśmy, chłopaki od
razu rzucili się na niosącą smakołyki Anię.
Jako pierwszy odezwał się Bartek,
sięgając po drugą babeczkę. Mała nigdy nie mogła się nadziwić jak 19 letniemu chłopakowi
udało się zapuścić włosy na dredy do połowy pleców. Kilka krotnie próbowała je
odczepić sądząc, że ją oszukuje ale nigdy jej się to nie udało. Takie fryzury
nigdy jej się nie podobały, ale uważała że do jego ciemnej, blond czupryny
wyjątkowo pasują. A zielone, błyszczące oczy tylko to podkreślają.
- Czemu tak mało? – Ubolewał.
- Było więcej ale Michaś chyba
dzisiaj nic nie jadł. – Uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie.
Chwilę później dołączył do nas
Tomek. Jest mojego wzrostu. Ma bardzo ciemne, czarne, krótko obcięte włosy i
kontrastujące z nimi jasnoniebieskie, lodowe oczy. Jak na studenta prawa
przystało jest ubrany elegancko. Dokładnie wyprasowana biała koszula i ciemne
spodnie. Na szczęście darował sobie krawat.
Przywitał się, całując Anie w
policzek, a mi podając rękę. Jedyny wychowany w tym towarzystwie.
- Aniu, pachnie wspaniale. – Sięgnął
po pierwszą babeczkę i odwrócił się do chłopaków. – Wypadałoby raczej podziękować,
a nie jeszcze narzekać.
- Dzię-ku-je-my!
Odezwali się jednocześnie, Sebek i
Bartek, przeciągając każdą sylabę niczym dzieci w przedszkolu. Pocałowali
śmiejącą się Anię w policzki i powrócili do przerwanego im posiłku.
Mała przeszła przez jasny urządzony w
nowoczesnym, minimalistycznym stylu pokój i usiadła przy wielkim czarnym fortepianie.
Ja wybrałem znacznie wygodniejszy szary fotel.
- Tomuś? – Poklepała miejsce obok
siebie. – Mógłbyś nam coś zagrać?
Chłopak kiwnął lekko i uśmiechnął
się. Ania leniwie przyciskała białe klawisze w oczekiwaniu na koncert.
- Nie zjedzcie wszystkiego! –
Krzyknął do chłopaków i zajął miejsce przy instrumencie. - Może zechciałabyś mi
towarzyszyć?
Uśmiechnęła się delikatnie i odgarnęła
zabłąkany kosmyk za ucho.
- Nie... Może innym razem.
Jeszcze nigdy nie słyszałem jak śpiewa.
Czasami coś sobie po cichutku nuciła ale gdy tylko orientowała się, że jej
słucham zawsze milkła. To nie sprawiedliwie, że on słyszał jej głos, a ja nie.
Kiedy Tomek delikatnie muska białe
klawisze, z instrumentu wydobywają się pierwsze dźwięki. Pokój wypełnia
spokojna, a za razem intrygująca melodia. Wszyscy siedzimy zasłuchani. Nikt z
nas nie odważy się odezwać, zakłócić tej pięknej chwili.
Ania zdaje się być nieobecna. Podkuliła
kolana pod brodę i wraz z cichutkimi dźwiękami przenosi się do całkowicie
innego miejsca. Nie ma jej z nami, jest w innym, lepszym świecie. Zawsze
powtarza, że instrumenty w rękach odpowiednich ludzi są zaczarowane. Każde uderzenie
w strunę uwalnia magię, która dociera do osób słuchających i umożliwia to co do
tej pory zdawało się być niemożliwe. Sprawiała, że ludzie stawali się wolni.
Anka zawsze chciała grać. Kilka razy
próbowała się uczyć ale nigdy nie starczało jej cierpliwości, żeby doprowadzić
to do końca. Opanowała jedynie grę na flecie. Prostym, takim który jest
obowiązkowy do zaliczenia na lekcjach muzyki w podstawówce.
Kiedy melodia, grana przez Tomka
powoli się kończyła zauważyłem spływającą, zagubioną na jej policzku łzę, którą
bardzo szybko starła.
- Dziękuję. – Szepnęła cichutko.
***