Translate

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 2. część 3


***
MICHAŁ
            Gdy tylko weszliśmy, chłopaki od razu rzucili się na niosącą smakołyki Anię.
Jako pierwszy odezwał się Bartek, sięgając po drugą babeczkę. Mała nigdy nie mogła się nadziwić jak 19 letniemu chłopakowi udało się zapuścić włosy na dredy do połowy pleców. Kilka krotnie próbowała je odczepić sądząc, że ją oszukuje ale nigdy jej się to nie udało. Takie fryzury nigdy jej się nie podobały, ale uważała że do jego ciemnej, blond czupryny wyjątkowo pasują. A zielone, błyszczące oczy tylko to podkreślają.
            - Czemu tak mało? – Ubolewał.
            - Było więcej ale Michaś chyba dzisiaj nic nie jadł. – Uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie.
            Chwilę później dołączył do nas Tomek. Jest mojego wzrostu. Ma bardzo ciemne, czarne, krótko obcięte włosy i kontrastujące z nimi jasnoniebieskie, lodowe oczy. Jak na studenta prawa przystało jest ubrany elegancko. Dokładnie wyprasowana biała koszula i ciemne spodnie. Na szczęście darował sobie krawat.
            Przywitał się, całując Anie w policzek, a mi podając rękę. Jedyny wychowany w tym towarzystwie.
            - Aniu, pachnie wspaniale. – Sięgnął po pierwszą babeczkę i odwrócił się do chłopaków. – Wypadałoby raczej podziękować, a nie jeszcze narzekać.
            - Dzię-ku-je-my!
            Odezwali się jednocześnie, Sebek i Bartek, przeciągając każdą sylabę niczym dzieci w przedszkolu. Pocałowali śmiejącą się Anię w policzki i powrócili do przerwanego im posiłku.
            Mała przeszła przez jasny urządzony w nowoczesnym, minimalistycznym stylu pokój i usiadła przy wielkim czarnym fortepianie. Ja wybrałem znacznie wygodniejszy szary fotel.
            - Tomuś? – Poklepała miejsce obok siebie. – Mógłbyś nam coś zagrać?
            Chłopak kiwnął lekko i uśmiechnął się. Ania leniwie przyciskała białe klawisze w oczekiwaniu na koncert.
- Nie zjedzcie wszystkiego! – Krzyknął do chłopaków i zajął miejsce przy instrumencie. - Może zechciałabyś mi towarzyszyć?
            Uśmiechnęła się delikatnie i odgarnęła zabłąkany kosmyk za ucho.
            - Nie... Może innym razem.
            Jeszcze nigdy nie słyszałem jak śpiewa. Czasami coś sobie po cichutku nuciła ale gdy tylko orientowała się, że jej słucham zawsze milkła. To nie sprawiedliwie, że on słyszał jej głos, a ja nie.
            Kiedy Tomek delikatnie muska białe klawisze, z instrumentu wydobywają się pierwsze dźwięki. Pokój wypełnia spokojna, a za razem intrygująca melodia. Wszyscy siedzimy zasłuchani. Nikt z nas nie odważy się odezwać, zakłócić tej pięknej chwili.
            Ania zdaje się być nieobecna. Podkuliła kolana pod brodę i wraz z cichutkimi dźwiękami przenosi się do całkowicie innego miejsca. Nie ma jej z nami, jest w innym, lepszym świecie. Zawsze powtarza, że instrumenty w rękach odpowiednich ludzi są zaczarowane. Każde uderzenie w strunę uwalnia magię, która dociera do osób słuchających i umożliwia to co do tej pory zdawało się być niemożliwe. Sprawiała, że ludzie stawali się wolni.
            Anka zawsze chciała grać. Kilka razy próbowała się uczyć ale nigdy nie starczało jej cierpliwości, żeby doprowadzić to do końca. Opanowała jedynie grę na flecie. Prostym, takim który jest obowiązkowy do zaliczenia na lekcjach muzyki w podstawówce.
            Kiedy melodia, grana przez Tomka powoli się kończyła zauważyłem spływającą, zagubioną na jej policzku łzę, którą bardzo szybko starła.
            - Dziękuję. – Szepnęła cichutko.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz