Odprowadziłam
Michała do bramy. Staliśmy przez chwilę wpatrując się w niebo. Księżyc był w
pełni i wyglądał dziś wyjątkowo pięknie. Mama zawsze mówiła, że nie zależnie od
tego w jakim miejscu na ziemi się znajdziemy, on zawsze będzie wielkości
naszego kciuka. Wystarczy, że zmrużymy jedno oko i spojrzymy. Jest w nim coś niezwykłego,
tajemniczego. A może po prostu jest magiczny?
- Dziękuję za kolacje. Było pyszne
jak zawsze. – Powiedział Michał cicho, uśmiechając się promiennie.
- Ale następnym razem nie dam się
tak łatwo przekupić i to ty będziesz gotował. – Rozczochrał mi starannie
ułożone włosy. – Dziękuję Ci. Za to, że byłeś dzisiaj przy mnie. Nie kazałeś mi
nic mówić. Po prostu byłeś...
- Wiesz, że cie kocham, Maleńka. I
zawsze choćby nie wiem co, zawsze przy tobie będę.
Przytulił mnie i pocałował jak małą
dziewczynkę w główkę. Przy nim jestem bezpieczna. I nic innego się nie liczy...
Prawie nic. Bo w końcu zasłużył na to by poznać prawdę. Otwieram usta, gotowa zdradzić swój sekret.
Jednak nie potrafię. Tylko jeszcze mocniej się w niego wtulam. Muszę mu
powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz... Nie tego wieczoru.
Jedyne co potrafię z siebie wydusić to
„Ja też cię kocham.” Przychodzi mi to
z wielką łatwością. Jest dla mnie czymś oczywistym, naturalnym. On jest powietrzem,
którym oddycham. Moją duszą. Bez niego moje życie już dawno by się skończyło.
- Uważaj na siebie. – szepnęłam i
odsunęłam się pozwalając mu wsiąść na motor.
Odjechał.
- Nie powiedziałaś mu, prawda? –
usłyszałam zmartwiony głos taty.
Oparty o framugę z uśmiechem na
twarzy przyglądał się mi. Jak na swoje 42 lata trzymał się bardzo dobrze.
Kasztanowe włosy dopiero zaczęły się przerzedzać i zmieniać kolor na siwy. A wokół
dużych czekoladowych oczu, zaczęły pojawiać się pierwsze, delikatne zmarszczki.
W lekkim zaroście, ubrany w jasną koszule i jeansy wyglądał poważnie ale
jednocześnie przyjaźnie.
- Naprawdę próbowałam. – Skrzywiłam się
lekko, wiedząc, że tata ma racje. Nie mogę tego odwlekać w nieskończoność.
- Musisz to zrobić sama. Jesteś mu
to winna.
Podszedł i przytulił mnie. Byłam
całym jego światem i po woli wymykałam mu się z rąk. Naprawdę się o mnie bał
ale nie był w stanie nic zrobić, był bezradny... To najbardziej go bolało.
- Wiem, tato... Wiem... – westchnęłam.
Weszliśmy do środka. Szczęśliwi. Bo
należy cieszyć się chwilą obecną. Ona jest teraz, a przyszłość zawsze może się
zmienić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz