Translate

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 1. część 3


         Jestem za wcześnie. Dziwne. Zadowolona uśmiecham się do małego kieszonkowego zegarka, z wygrawerowanym wizerunkiem anioła. Należał do mojej mamy, a teraz do mnie. Chciała, żeby ktoś mnie pilnował kiedy jej zabraknie. Żebym nie przegapiła jakiegoś ważnego wydarzenia w swoim życiu. Mama zawsze powtarzała, że to bardzo możliwe bo nawet urodziłam się spóźniona...
            Pośpiesznie wycieram łzę, która powoli spływała po moim policzku... Musze być silna. Nie wolno mi się poddawać. Obiecałam jej to.
            Kładę się na trawie spoglądając leniwie w górę. Niesforne promyki wiosennego słońca tańczą po moim ciele przyjemnie je rozgrzewając, a lekkie podmuchy wiatru bawią się kosmykami moich włosów. Świerszcze koncertują w trawie, a dzięcioł niecierpliwie stuka dziobem w drzewo. Wszystko tu funkcjonuje w niezwykłej harmonii. Pozwala mi się uspokoić. Zmniejsza ból.
            Kiedy byłam mała mogłam godzinami leżeć na trawie, tak jak teraz i po prostu marzyć. Podziwiać puszyste obłoki – ich nieskazitelną biel i najróżniejsze kształty. Wymyślać związane z nimi historie. Księżniczka w wysokiej wieży pilnowanej przez olbrzymiego pluszowego misia. Podniebny pirat, poszukujący skarbu Żelkowych Misi. Niczym nieograniczony, wolny ptak, latający pomiędzy chmurami i zwiedzający niezwykłe krainy. Mogłam wszystko. Wystarczyło po prostu chcieć.
            Teraz już dorosłam. Mam swoje demony z którymi zmagam się każdego dnia. Przestałam wierzyć w bajki. (No dobra, nadal w nie wierzę.) Pragnę wrócić do czasów, w których życie było proste. Kiedy uśmiech był przyjemnością, a nie obowiązkiem.
            Na szczęście mam kilka osób przy których mogę znów być szczęśliwa. Jedna z nich właśnie stoi przede mną. Wysoki, dobrze zbudowany i nieziemsko przystojny chłopak. Kiedy się uśmiecha i odsłania rząd śnieżnobiałych zębów wygląda jak model. Jego wielkim karmelowym oczom nie sposób się oprzeć. A niesforna, potargana czupryna w kolorze gorzkiej czekolady aż prosi się o wizytę u fryzjera.
            - Hej, przystojniaku. Mógłbyś się przesunąć? Zasłaniasz mi słońce... – Mogłabym godzinami pływać w jego oczach.
            - Popełniłem straszną zbrodnię. – Pada na kolana, bije się w pierś i  śmieje. – Litości. Błagam, wybaczy mi!
            - Jestem skłonna rozważyć twoją prośbę... Za podwójną porcję lodów czekoladowych, z bitą śmietaną i kolorową posypką. – Pokazuję mu ząbki w uśmiechu.
            - Załatwione. Ale teraz wstawaj, Mała. Przecież ta trawa jest zimna. Możesz się przeziębić. – Krzywi się lekko.
            - Już się robi tatusiu.
            Michał podaje mi rękę i pomaga wstać. Mój kochany przyszywany braciszek. Nie mogę się oprzeć i z całych sił wtulam się w niego. Jest taki cieplutki i tak kusząco pachnie... W jego objęciach jestem bezpieczna. Mogę się w nich ukryć przed całym światem. Wystarczy chwila w jego ramionach żebym poczuła się lepiej.
            Kiedy postanawiam nigdy nie opuszczać tej kryjówki, moje plany krzyżuje wydobywający się z kieszeni Michała piskliwy śpiew Sebka. Czekam aż odbierze ale on tylko niepewnie się na mnie patrzy.
            - Michaś... Czyżbyś miał mi coś do powiedzenia?
            - Tak właściwie to... – Robi zbolałą minę.  – To my jeszcze nie zaczęliśmy tej próby wtedy jak zadzwoniłaś... Z resztą poradzą sobie beze mnie.
            - Wiesz przecież, że nie lubię kiedy zaniedbujesz przeze mnie swoje obowiązki.
            - To nie tak...
            Przez chwilę mierzymy się wzrokiem, po czym zadowolona wkładam rękę do kieszeni jego spodni i wyjmuję telefon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz