Translate

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 1. część 4


***
MICHAŁ

            Wredny chochlik. Posyłam jej karcące spojrzenie ale ona nic sobie z tego nie robi. Wybiera numer i pokazuje mi język. Wygląda rozkosznie.
            - Witaj przystojniaku!
            - No cześć piękna. – Z telefonu wydobywa się głos Sebka. – Rozumiem, że chcesz mieć swojego narzeczonego...
            - Sebastian... – Przerywa mu, a na jej twarzy pojawia się ledwo zauważalny rumieniec.
            - Tak, tak... Wiem. Wy się tylko przyjaźnicie. Ale wiesz co... Ty się tak słodko złościsz.
            - Ta... Dzięki – delikatny rumieniec staje się coraz bardziej widoczny.
            - Ale tak serio. To ja go wyślę na odwyk. Uzależnił się od ciebie. Jak tak dalej pójdzie to za głaszcze cię na śmierć. – kontynuuje, zadowolony, że prawdopodobnie wpędzi mnie w tarapaty. – Mówiłem mu, że jesteś dorosła i doskonale sobie ze wszystkim radzisz... A on się wściekł i myślałem, że mnie uderzy.
            - W cale nie... – Mruczę, a Anka tylko się śmieje.
            - Tak. Też tak uważam. Sebuś słuchaj. Nie długo wpadniemy do was na próbę. Tylko wstąpimy do mnie po babeczki. Sama piekłam.
            - Maleńka, jesteś wielka!
            Zadowolona z siebie Anka, rzuca mi telefon. Nie oglądając się, czy za nią idę maszeruje żwawo przed siebie. Muszę podbiec aby się z nią zrównać.
            - Nie musimy tam iść. – Zaczynam.
            - A właśnie, że tak. Nie wolno ci z mojego powodu olewać chłopaków. -  Na jej twarzy pojawia się złośliwy uśmieszek. – A poza tym, to chyba słyszałeś. Jesteś moim narzeczonym, więc musisz się mnie słuchać!
            - Niedoczekanie twoje! – Łapie ją w pasie i przerzucam sobie przez ramie.
            - Postaw mnie głupku.!
            Podnoszę ją do góry i kręcę się z nią w kółko. Po chwili oboje lądujemy w trawie. Anka krzyczy i roześmiana próbuje uwolnić się z moich objęć.
            - Nie masz ze mną szans, Maleńka. Musiałabyś jeszcze sporo urosnąć.
            Puszczam ją, a w zamian ona pokazuje mi język, odwraca się na pięcie i obrażona idzie w stronę motoru.
            Jest ode mnie niższa o 30 centymetrów. A kiedy opiera się, tak jak teraz o tę wielka maszynę, sprawia wrażenie jeszcze mniejszej. Zawsze się obraża kiedy jej o tym przypominam.
            - No proszę. Jak zwykle, obraziła się. No już, Królewno. Złość piękności szkodzi.
            Rzuca we mnie kaskiem.
            - Nie dostaniesz babeczki!
            - Sam sobie wezmę. – Rozczochruję jej włosy.

            Czarną wdowę, bo tak pieszczotliwie nazywa ją Ania, kupiłem 2 lata temu. Mój wymarzony ścigacz – Yamaha R6. Jego opływowy kształt przypomina panterę szykująca się do ataku. A drapieżny pomruk silnika przyprawia o dreszcze.
            Dla innych niebezpieczna maszyna, śmiertelna pułapka. Dla nas – jedyny ratunek.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz