***
MICHAŁ
MICHAŁ
Wredny
chochlik. Posyłam jej karcące spojrzenie ale ona nic sobie z tego nie robi.
Wybiera numer i pokazuje mi język. Wygląda rozkosznie.
- Witaj
przystojniaku!
- No
cześć piękna. – Z telefonu wydobywa się głos Sebka. – Rozumiem, że chcesz
mieć swojego narzeczonego...
-
Sebastian... – Przerywa mu, a na jej twarzy pojawia się ledwo zauważalny
rumieniec.
- Tak,
tak... Wiem. Wy się tylko przyjaźnicie. Ale wiesz co... Ty się tak słodko
złościsz.
- Ta...
Dzięki – delikatny rumieniec staje się coraz bardziej widoczny.
- Ale
tak serio. To ja go wyślę na odwyk. Uzależnił się od ciebie. Jak tak dalej
pójdzie to za głaszcze cię na śmierć. – kontynuuje, zadowolony, że
prawdopodobnie wpędzi mnie w tarapaty. – Mówiłem mu, że jesteś dorosła i doskonale sobie ze wszystkim
radzisz... A on się wściekł i myślałem, że mnie uderzy.
- W cale
nie... – Mruczę, a Anka tylko się śmieje.
- Tak.
Też tak uważam. Sebuś słuchaj. Nie długo wpadniemy do was na próbę. Tylko
wstąpimy do mnie po babeczki. Sama piekłam.
-
Maleńka, jesteś wielka!
Zadowolona
z siebie Anka, rzuca mi telefon. Nie oglądając się, czy za nią idę maszeruje
żwawo przed siebie. Muszę podbiec aby się z nią zrównać.
- Nie
musimy tam iść. – Zaczynam.
- A
właśnie, że tak. Nie wolno ci z mojego powodu olewać chłopaków. - Na jej twarzy pojawia się złośliwy uśmieszek.
– A poza tym, to chyba słyszałeś. Jesteś moim narzeczonym, więc musisz się mnie
słuchać!
-
Niedoczekanie twoje! – Łapie ją w pasie i przerzucam sobie przez ramie.
- Postaw
mnie głupku.!
Podnoszę
ją do góry i kręcę się z nią w kółko. Po chwili oboje lądujemy w trawie. Anka
krzyczy i roześmiana próbuje uwolnić się z moich objęć.
- Nie
masz ze mną szans, Maleńka. Musiałabyś jeszcze sporo urosnąć.
Puszczam
ją, a w zamian ona pokazuje mi język, odwraca się na pięcie i obrażona idzie w
stronę motoru.
Jest ode
mnie niższa o 30 centymetrów. A kiedy opiera się, tak jak teraz o tę wielka
maszynę, sprawia wrażenie jeszcze mniejszej. Zawsze się obraża kiedy
jej o tym przypominam.
- No
proszę. Jak zwykle, obraziła się. No już, Królewno. Złość piękności szkodzi.
Rzuca we
mnie kaskiem.
- Nie
dostaniesz babeczki!
- Sam
sobie wezmę. – Rozczochruję jej włosy.
Czarną
wdowę, bo tak pieszczotliwie nazywa ją Ania, kupiłem 2 lata temu. Mój wymarzony
ścigacz – Yamaha R6. Jego opływowy kształt przypomina panterę szykująca się do
ataku. A drapieżny pomruk silnika przyprawia o dreszcze.
Dla
innych niebezpieczna maszyna, śmiertelna pułapka. Dla nas – jedyny ratunek.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz